Osobowość schizoidalna - Zaburzenia Osobowości

Przejdź do treści

Menu główne:

Katarzyna Synówka

SCHIZOIDALNE ZABURZENIA OSOBOWOŚCI
 
„Doszło bowiem do tego, że samotność i niezależność przestały być jego pragnieniem i celem, a stały się jego losem, na który został skazany(…)”
Herman Hesse, Wilk Stepowy.
 
F60.1 Osobowość schizoidalna.
  1. Spełnione muszą być ogólne kryteria zaburzeń osobowości (F.60)
  2. Występują co najmniej cztery z następujących:
Brak lub znikoma liczba działań służących przyjemności. Chłód emocjonalny, wycofanie się lub spłycenie uczuciowości. Ograniczona zdolność do wyrażania przyjaznych, ciepłych uczuć lub gniewu wobec innych. Brak zainteresowania zarówno pochwałami jak i krytyką. Słabe zainteresowanie doświadczeniami seksualnymi z innymi osobami z uwzględnieniem wieku. Konsekwentne wybieranie samotnictwa. Silne pochłonięcie fantazjowaniem i introspekcją. Brak bliskich przyjaciół lub ufnych związków ( lub co najwyżej – pojedyncze ) oraz brak potrzeby takich związków z ludźmi. Wyraźna niewrażliwość wobec obowiązujących norm i konwencji społecznych, lekceważenie takich norm i konwencji nie jest zamierzone.”

Klasyfikacja zaburzeń psychicznych i zaburzeń zachowania w ICD 10. Badawcze kryteria diagnostyczne.
Glen O.  Gabbard opisuje osoby schizoidalne jako „samotników żyjących na marginesie społeczeństwa”, ich samotność jest „bolesna, wysycona niemożnością przeżywania pozytywnych uczuć” w relacji z kimkolwiek i czymkolwiek. Ich tożsamość nie jest spójna, świat wewnętrzny jest pokawałkowany, a kontakt z realnością wewnętrzną i zewnętrzną zaburzony.
Zaczynają szukać pomocy, ponieważ czują, że „nie potrafią być z innymi”, funkcjonują poza kontaktem z drugim człowiekiem, interakcje społeczne przerażają ich. Skarżą się na niezdolność do nawiązania i utrzymania jakiegokolwiek bliskiego i stałego związku z drugą osobą. Cierpią z powodu lęków, stanów depresyjnych, silnego napięcia, które pojawia się w każdej interakcji z innymi, unikają więc kontaktu, po to, żeby chronić siebie przed bolesnymi i przerażającymi uczuciami.
Ich relacje, jeśli już do nich dochodzi, sprawiają wrażenie albo konkretnej wymiany (coś za coś, przysługa za przysługę; wymiana, żeby była sprawiedliwa, musi być po równo), albo sytuacji pasożytniczej, gdzie druga osoba jest traktowana jako funkcja służąca do zaspokojenia życiowych potrzeb. Można powiedzieć, że używają innych jak niemowlę matki, po to, by zapewnić przetrwanie własnego ciała i umysłu. Matka może być w tej relacji opisana jako środowisko, które daje bardzo konkretną opiekę, ale też podejmuje kontakt emocjonalny. Zaprasza dziecko do niego i pomaga niemowlęciu nadać znaczenie skomplikowanym, psychosomatycznym stanom, których ono doświadcza. Być może właśnie ta matczyna funkcja zawodzi w przypadku osób schizoidalnych.
Nie wierzą oni, że kontakt z drugą osobą może być czymś dobrym i kojącym, ustanowionym dla wspólnego dobra. W ich świecie nie ma wzajemności. Inni są dla nich jak przedmioty lub jak funkcje, nie połączone z osobą.  Można na to popatrzeć tak: jeśli nie można poczuć się odrębną, wyposażoną w wolną wolę osobą, która myśli i czuje, to niemożliwe jest zobaczenie osoby w drugim człowieku. Jeżeli nie wiemy co kryje się pod pojęciem żywa osoba, jeśli ten termin jest dla nas pusty emocjonalnie, to nie możemy myśleć o innych jak o żywych czujących osobach, nie mamy takiej kategorii pojęciowej.

Osoby schizoidalne są wypełnione lękiem przed istnieniem, bólem związanym z dokonanym kiedyś i ciągle od nowa powtarzanym wyborem: potrzebowanie i zależność oznacza śmiertelne zagrożenie, nie potrzebowanie i niezależność oznacza odrzucenie rzeczywistości zewnętrznej i wewnętrznej, wtedy możemy mieć odczucie, że dana osoba balansuje na krawędzi szaleństwa.
Ten wybór oznacza, bycie więźniem, zamrożonym i nieruchomym, który bardzo pragnie kochać i być kochanym. Ale powstrzymuje się od miłości, również na poziomie możliwości uświadomienia sobie swoich własnych pragnień, ponieważ jest przekonany o tym, że jego miłość (właściwie każda miłość), może mieć tylko destrukcyjną, śmiertelną formę. Nie może kochać ze strachu przed zniszczeniem obiektu miłości. Kiedy małe dziecko czuje głód może pragnąć pochłonąć, zawłaszczyć karmiącą pierś. Powtarzalność sytuacji karmienia sprawia, że dziecko zaczyna dostrzegać, że nie ma aż takich mocy, żeby jego zachłanność uszkodziła matkę. Osoby schizoidalne wydają się nie mieć dostępu do tej wiedzy.
Zamykają  się w bardzo ograniczonej, wyizolowanej przestrzeni zarówno psychicznej, jak i rzeczywistej. Tylko w nich pozwalają sobie na istnienie. Zwykle te przestrzenie są wypełnione dziwacznymi z punktu widzenia innych myślami, emocjami, zachowaniami, rytuałami. Kiedy patrzymy na ten system od zewnątrz, nie rozumiemy czemu one służą, dlatego ich świat jest postrzegany jako dziwaczny i pozbawiony sensu. Jednak kiedy patrzymy od wewnątrz system jest spójny, a każde nawet najbardziej dziwaczne działanie ma swój cel, służy przetrwaniu w świecie, który jest postrzegany jako skrajnie zagrażający, zimny, w najlepszym razie obojętny.
Dziecko w procesie rozwoju, introjektuje, czyli bierze do wnętrza własnego umysłu, zarówno obrazy opiekunów, jak i sposób, w jaki było traktowane. Te pierwsze doświadczenia organizują nasze sposoby budowania więzi z innymi.

Świat wewnętrzny osób schizoidalnych jest okrutny i nieprzyjazny, wypełniony przerażającymi ich pragnieniami i emocjami, tak jakby nie doznali nigdy kojącej i wypełnionej pozytywnymi przeżyciami opieki. Trudno jest im żyć z czymś takim, więc umieszczają  fragmenty siebie w rzeczywistości zewnętrznej, w innych ludziach. Ale w ten sposób zyskują kolejny argument za własną izolacją, ponieważ ci inni stają się takim samym zagrożeniem, jak wcześniej ich własne pragnienia. Tak działa mechanizm projekcji. Miał chronić przed własną agresywnością, lecz na skutek niepowodzeń rozwojowych przestał być pomocny i stał się źródłem cierpienia.

Pewien pacjent zgłosił się na konsultację po kilku nie udanych próbach farmakoterapii. Zapytany dlaczego uważa je za nieudane odparł, że nie był w stanie zażywać przypisanych leków dłużej niż kilka tygodni. Czuł się zdominowany, uwikłany, kontrolowany przez lekarza. Lek zamiast być czymś co leczy, był jakimś rodzajem nieznanej, obcej intruzji, kontakt z tym faktem wzmagał napięcie i niepokój. Pacjent nie był w stanie przeżyć kontaktu z lekarzem jako pomocnego. Z drugiej strony jednak poszukiwał pomocy w psychiatrii i psychoterapii. Podobna sytuacja miała miejsce w kontakcie z psychoterapeutą, z jednej strony pragnienie ulgi i poszukiwanie pomocy, z drugiej prawie całkowita niemożność przeżycia kontaktu, jako czegoś co może być pomocne. Temu kontaktowi towarzyszył ból i rozpacz płynąca z faktu, że innym to się udaje. Rozwiązaniem, które działało porządkująco, ale i wzmagało rozpacz, była fantazja o tym, że w takiej formie w jakiej on jest, nie ma prawa istnieć, więc rzeczy mają prawo wchodzić w niego, tak jak komentarze terapeuty, po to żeby go naprawić. Opieka dalej pozostała przemocą lecz w słusznej sprawie.
To rozwiązanie wydaje się być szalone.

Bardzo bolesny aspekt schizoidalnego rozwiązania pojawia się w głębokich stanach depresyjnych. Dominuje w nich odczucie ogromnej, pustki, bezruchu, braku inicjatywy, bierności i braku nadziei na jakąkolwiek zmianę tego stanu. Do tego dochodzi jeszcze ból  związany z przeżyciem utraty możliwości budowania bliskich relacji z innymi. Ten brak nadziei powoduje niemoc i bierność wobec stanu uwięzienia i bezruchu. Osoby schizoidalne nie walczą, nie buntują się, potrafią latami trwać przy tym co mają. To co często decyduje o szukaniu przez nie pomocy to psychotyczne lub depresyjne załamanie. Wtedy możemy usłyszeć na konsultacji: „przychodzę, bo mnie lekarz skierował„. Potrzeba pomocy i zmiany zostaje umieszczona w kimś innym.

Niemowlę potrzebuje matki do biologicznego przetrwania, lecz potrzebuje też takiej matki, która pozwoli na rozwój jego umysłu. Da mu też wyraźny, jasny i wielokrotnie powtarzany komunikat, że dziecko jest kimś chcianym, a ona jest tutaj do kontaktu z nim.
Dziecko uczy się wtedy, że kontakt z tym drugim to bezpieczna i karmiąca przestrzeń, stopniowo doświadcza też swojego wpływu na drugiego, uczy się przezwyciężać swoje agresywne impulsy w imię miłości i troski, żeby to się stało, musi ono czuć i wiedzieć, że druga odrębna osoba i relacja z nią jest czymś dobrym, wartościowym i życiodajnym.
U pacjentów z rozpoznaniem osobowości schizoidalnej te procesy z różnych powodów (biologicznych, środowiskowych) nie zachodzą prawidłowo.
Jeżeli od początku życia dziecko przeżywa matkę jako odrzucającą lub nieobecną w kontakcie z nim, może ono wycofać się z interakcji. Może zrezygnować z prób nawiązania kontaktu, może również zaprzeczyć swoim potrzebom. Te potrzeby jednak stałe rosną, w pewnym momencie mogą jawić się jako niemożliwe do zaspokojenia. Dziecko boi się, że to przerażające, bolesne “chcenie” zniszczy kruchą matkę lub doprowadzi do odwetu i mściwości z jej strony. Dziecko boi się też, że jego własna złość z powodu narastającej frustracji zniszczy je lub matkę, więc i to uczucie jest czymś czego trzeba koniecznie się pozbywać.

Fairbain opisuje ten stan przez metaforę „fantazji czerwonego kapturka”. W bajce bohaterka traci babcię, opiekuńczy obiekt i znajduje w jej miejscu żarłocznego wilka. Jest przerażona tym odkryciem. Wilk reprezentuje tu przeżywania własnych pragnień jako niszczących i zachłannych, które są przypisane zewnętrznemu światu, ponieważ są zbyt bolesne i budzące grozę.
Osoby schizoidalne nie czują, że mogą, powinny, czy mają prawo być, istnieć w jakimkolwiek kontakcie. To założenie nie dotyczy tylko osób, rozciąga się na pracę zawodową, zainteresowania, doświadczenie przyjemności. Każdy “ruch do…”,  jest sabotowany przez system wewnętrznych założeń, które precyzyjnie opisują im w  fantazjach, do jak bardzo zagrażającej sytuacji pragną one doprowadzić.
Pozostają więc  w nierozwiązywalnym dylemacie: “albo ja pożrę ich, albo oni pożrą mnie”.
Zagrożeniem  jest też wewnętrzne poczucie prześladowania przez myśl o tym, że taki jaki jestem nie mam prawa istnieć, ponieważ moje pragnienia są dla innych śmiertelne, to moje pragnienia spowodowały, że matka mnie odrzucała i nie chciała. Być może nie chciała mnie, bo ja potrzebuję za bardzo, za mocno i za chciwie.
Ten prześladowczy stan umysłu jest umieszczony w realnym świecie, w  przekonaniu, że za potrzebowanie drugiego będzie się w okrutny sposób ukaranym przez  odrzucenie i prześladowanie przez innych ludzi.

Jeden z pacjentów kiedy jechał autobusem nie pozwalał sobie zająć siedzącego miejsca, uważał, że inni współpasażerowie to zobaczą i w najlepszym razie będą z niego drwić, a w najgorszym wyrzucą go z okna w trakcie jazdy. Był głęboko przekonany o słuszności swoich wyobrażeń.

Jeżeli myślimy, że świat kontaktów społecznych jest zagrażającą przestrzenią na wszelkie sposoby próbujemy trzymać się od tego z daleka. Efektem takiego rozwiązania jest samotność i przeżywanie własnego wnętrza jako pustego i jałowego. Uczucie miłości utożsamiane jest z niebezpiecznym stanem, w takiej sytuacji rozwój zostaje zamrożony, to co dobre z zewnątrz nie dociera do środka, nie ma interakcji.

Pacjenci schizoidalni komunikują się na poziomie rzeczy, słowo nie jest symbolem, jest konkretną rzeczą, która jest wkładana w pacjenta, przez terapeutę w procesie terapii. Dla nich mówienie oznacza robienie tego o czym się mówi w bardzo realnym i konkretnym miejscu i czasie. Dlatego są  przekonani o tym, że ich zachłanność czy złość mogą uszkodzić drugą osobę w sposób nieodwracalny i są przerażenie możliwością odwetu z drugiej strony. W ich świecie nie istnieje przebaczenie i zadośćuczynienie.
Kiedy wewnątrz nas i na zewnątrz istnieje wrogi i surowy świat, to nie możemy swobodnie myśleć, wybierać, nie możemy testować i badać rzeczywistości, ponieważ w stanie ciągłego zagrożenia skupiamy się na przetrwaniu kosztem rozwoju.

Osoby schizoidalne zwykle nie są w stanie, bez terapeutycznej pomocy zobaczyć alternatywnego rozwiązania. Ich możliwości uczenia się dobrego kontaktu od innych ludzi są mocno ograniczone. Często obserwują innych i przyjmują sztywno jakiś fragment ich tożsamości, ponieważ ich własna nie mogła się swobodnie rozwijać pod naporem prześladowania i lęku.
Kiedy trafiają na konsultację i do terapii to wszystko zaczyna się dziać w relacji z terapeutą. Staje się on kimś kto prześladuje, karze, upokarza. Może też być kimś kruchym od kogo nie można potrzebować niczego z obawy, że to go zabije.
Wszystko co jest emocjonalne w relacji terapeutycznej jawi się jako skrajnie niebezpieczne. Pacjenci ci bardzo potrzebują zmiany, tęsknią za nią lecz z drugiej strony wydaje im się ona bardzo zagrażająca, niosąca rozpad tego, co do tej pory uważali za swój znany i sztywny świat. Niosąca coś nieznanego, co jawi się im jako coś szalonego, chorego. Trudno im uznać, że terapeuta może im oferować coś dla nich dobrego. W ich leczeniu bardzo istotne jest to, na ile relacja terapeutyczna może pomieszczać wszystko to, czego oni próbują się pozbywać. Pacjenci ci cierpią z powodu niemożności wybaczenia, trudno im identyfikować się z dobrym opiekuńczym obiektem, ponieważ w ich świecie dobrej opieki nie ma. Terapeuta musi próbować pomieszczać w sobie ich przerażające impulsy i uczucia, przekształcać je na możliwe do zniesienia dla pacjenta oraz komunikować w formie, która może być przyjęta do wnętrza. Przyjęta bez poczucia raniącej inwazji agresywnego i wrogiego drugiego. Wydaje się, że to co bardzo istotne dla procesu leczenia, to możliwości pacjenta do uznania, że jego cierpienie wiąże się z wyborem którego dokonuje, po to żeby siebie ochronić. Jest do długi i żmudny proces.


Literatura cytowana.
Herman Hesse, Wilk stepowy. Państwowy Instytut Wydawniczy. Warszawa 2005.
Glen O. Gabbard, Psychiatria dynamiczna w praktyce klinicznej. Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wydanie I, Kraków 2009.
Neville Symington, Pattern of Madness. Karnac Books Ltd. London 2002.
Henry Ray, Universal of Psychoanalysis. Karnac Books Ltd. London 1987.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego