Osobowość antyspołeczna - Zaburzenia Osobowości

Przejdź do treści

Menu główne:

Milena Kuźdub

OSOBOWOŚĆ ANTYSPOŁECZNA

Co to znaczy mieć osobowość antyspołeczną?
Osobowość antyspołeczna to diagnoza charakteru. Określamy tak kogoś, kto żyje w sposób niezgodny z przyjętymi normami w danej kulturze, czy środowisku. Osobę, która nie stosuje się do zwyczajów i stylu zachowania akceptowanych w danym miejscu i nie widzi w tym problemu, przeciwnie: uważa, że są bezwartościowe, ograniczają wolność, a wszyscy wokół się bezpodstawnie „czepiają” lub „nudzą” odwołując się do priorytetów. Niekiedy rozpoznanie osobowości antyspołecznej (dyssocjalnej) utożsamiano z diagnozą „psychopatii” bądź „socjopatii”. W związku ze specyfiką objawów zaburzenia niekiedy powstaje skłonność do takiego rozumienia zjawiska, że psychopata to degenerat, kryminalista, człowiek spoza społecznego nawiasu. Bywa, że jest dokładnie tak, ale też prawdą jest, iż nie wszystkie jednostki antyspołeczne są całkowicie niedostosowane i wymagają odizolowania.

Jak odróżnić czy mamy do czynienia z zagubionym czy z zaburzonym nastolatkiem, albo młodym dorosłym, a kiedy z poważną psychopatologią charakteru?
Powinno zwrócić uwagę rodzica takie zachowanie dziecka, które wykracza poza „zwykły nastoletni bunt”. Nie chodzi tu już tylko o odburkiwanie matce/ ojcu, czy trzaskanie drzwiami ani kolczyk w nosie lub nietypowe ubranie. To coś więcej – kradzieże, wandalizm, bójki, straszenie lub dręczenie rówieśników, albo znęcanie się nad zwierzętami, może złe traktowanie chorych czy starszych. Ważne jest także i to, że te zachowania pojawiają się równolegle z początkiem adolescencji i pojedyncza kradzież, czy bójka z kolegą może być mylona z takim rozwojowym potknięciem, próbą zwrócenia uwagi na siebie przez młodzika. Jednak kiedy to nie mija, a zachowania patologiczne nasilają się po 18 r.ż. – u młodych dorosłych z pewnością nie mamy już do czynienia tylko z kryzysem dorastania. Trzeba uważnego oka by zaobserwować kiedy zwykły bunt przeradza się w patologiczną organizację osobowości. U niedojrzałej (ze względu na wiek) osoby te same zachowania znaczą co innego niż u 30 – 40 latka.

Co może być pomocne w odróżnieniu tych trzech poziomów zaburzeń?
Podstawowe kryteria diagnostyczne według międzynarodowej klasyfikacji zaburzeń  psychicznych (DSM IV TR)  mówią, że rozpoznanie cechują (w skrócie):

A. Utrwalony wzorzec braku poszanowania i pogwałcenia praw innych osób, który pojawia się po 15 r.ż. i obejmuje co najmniej 3 z poniższych kryteriów:
- nieprzestrzeganie prawa, czyny będące podstawą do aresztowania,
- kłamanie, fałszowanie dokumentów, oszukiwanie ludzi dla korzyści lub przyjemności,
- impulsywne zachowania,
- drażliwość i agresja (bójki, napady),
- lekkomyślność i nie zwracanie uwagi na bezpieczeństwo swoje i innych,
- trwały brak odpowiedzialności (ciągłe utraty szkół, pracy, niedotrzymywanie zobowiązań finansowych),
- brak wyrzutów sumienia za to co się robi, obojętność na wyrządzenie krzywd innym, znęcanie się nad nimi i szukanie usprawiedliwienia dla swych czynów w warunkach zewnętrznych;

B. Jednostka ma co najmniej 18 lat.

C. Udokumentowane jest występowanie zaburzeń przed 15 rokiem życia.

D. Zachowania antyspołeczne nie wynikają z innych chorób (schizofrenii, epizodów maniakalnych).

To co jeszcze wydaje się warte podkreślenia, to że diagnoza osobowości antyspołecznej w zasadzie dotyczy tylko osób dorosłych, o w pełni ukształtowanej już osobowości, znacznie powyżej umownej granicy pomiędzy dorastaniem a dorosłością, czyli po ukończonym 18 r.ż. Niemal nie mamy wątpliwości by powiedzieć, że dorosły sprawca przemocy domowej czy złodziej, to antyspołeczny typ. Z młodzieżowym występkiem rodzi się wahanie – „zepsuty” czy pogubiony? Jednak jednocześnie wiemy, że korzenie tego zaburzenia zawsze sięgają okresów wczesnodziecięcych, a pierwsze widoczne objawy początków procesu socjalizacji – szkoły.  Do gabinetów, szpitali trafiają z tym rozpoznaniem osoby dorosłe, często wcześniej leczone z innych powodów (depresja, epizod hipomaniakalny, zaburzenia nastroju itd.)

Na co należy zwrócić uwagę, by zauważyć że u nastolatka rozwija się osobowość antyspołeczna, lub że mamy do czynienia z przypadkiem dorosłego o antyspołecznym typie osobowości? Jak przebiega proces diagnozy, by stwierdzić że ktoś spełnia powyższe kryteria?
Po pierwsze zbieramy wywiad dotyczący funkcjonowania w  obszarze relacji rodzinnych, dalej wśród rówieśników, współpracowników (szkoła, praca), aż do oceny aktów społecznych – uznawania zasad, czy prawa. Pytania dotyczą całego dotychczasowego życia. Czy 40 letni Jan – sprawca przemocy domowej był wcześniej notowany? Czy poza awanturą domową, po której trafił na oddział ogólnopsychiatryczny dopuszczał się sadystycznych rozwiązań konfliktów w relacjach? Czy w podstawówce dręczył kolegów, zwierzęta? Czy był sądzony i czy były wyroki skazujące? Czy 30 letnia Katarzyna bije swoje dzieci zawsze, kiedy sobie nie radzi w pracy? Dlaczego 45 letni Zenon zamiast pracować kradnie i oszukuje? Z czego utrzymuje się bezrobotna Barbara świecąca złotymi dodatkami pasującymi do sukienki znanej marki? Czy niskie podatki znanego biznesmena, prawnika  wynikają z rzetelnego rozliczenia i uznania zasad współżycia społecznego, czy z umiejętnego wykorzystania wiedzy dla osobistych korzyści w pominięciu prawa? Kiedy ktoś jest po prostu zdolny, pracowity, a kiedy nadużywającym hipokrytą?

Druga oceniana płaszczyzna dotyczy wyrażanych i odczuwanych emocji, świata przeżyć pacjenta. Badamy, jak reaguje na bliskich, ich brak lub obecność, na ich krzywdy. Czy są dla niego istotni, ważni i dlaczego. Na podstawie danych z wywiadu rodzinnego lub od samego pacjenta wnioskujemy o rodzaju i przewadze typu tworzonych relacji, czy są długotrwałe i co jest ich spoiwem – troska, potrzeba bliskości, czy wspólny interes, korzyść a może przyjemność z sadyzmu wobec nich? Czy można odczuć, że pacjentowi zależy na osobach o których mówi.  Czy był i jest w stanie coś dla nich poświęcić, zrobić, zrezygnować z własnych przywilejów.
Uzyskane dane weryfikujemy  przez pryzmat jakości kontaktu pacjenta ze sobą. To jak  reaguje na nas (autorytet), na to co słyszy, czy jest zainteresowany, jakie uczucia towarzyszą rozmowie. Czy dominuje klimat współpracy czy zafałszowania i prześladowania w rozmowie.

Mamy diagnozę. I co dalej? Czy taką osobowość da się wyleczyć?
Rozpoznanie osobowości antyspołecznej odnosi się do szerokiego spektrum przypadków: od osób nierokujących poprawy po takie, które w odpowiednich warunkach leczenia dają nadzieję na zmianę. Żeby zbadać podatność na leczenie bierzemy pod uwagę obszerny katalog cech, podzielonych na 2 kategorie: właściwości o charakterze interpersonalnym i cechy osobowościowe oraz akty społeczne. To bardzo skomplikowane klinicznie badanie, ale tylko tak można postawić całościową i adekwatną diagnozę oraz rokowanie. To są pacjenci, którzy przysparzają klinicystom najwięcej  trudności, bowiem kłamią, manipulują, sprawiają wrażenie współpracujących, pozornie dobrze dostosowanych społecznie. Tylko niezwykła wnikliwość i determinacja lekarza, czy terapeuty pozwala to zdemaskować. Wymaga to także cierpliwości i odporności na różne prowokujące zachowania.

Zazwyczaj kiedy ludzie przychodzą do autorytetu (lekarza, terapeuty, pracodawcy, nauczyciela) można zaobserwować pewien poziom niepewności, lęku, poczucie że ta nowa sytuacja wzbudza skrępowanie. U jednostek o osobowości antyspołecznej jest inaczej. Ktoś taki chce sprawiać wrażenie panowania nad sytuacją, zachowywać wizerunek pewnego siebie,  „twardego”. Zachowuje się absolutnie bezceremonialnie, nie wydaje się zażenowany wchodzeniem do gabinetu  „jak do siebie”. Nie czuć wstydu ani poczucia cierpienia kiedy mówi o swoich trudnościach. W materiale słownym wybrzmiewa skarga na dyskomfort, poczucie niesprawiedliwości i domaganie się kary dla winnych doświadczanych niewygód. Wszystkie trudności jakich osoba doświadcza lokuje w warunkach zewnętrznych, nie dopuszcza własnego udziału. Widzi siebie jako ofiarę opresyjnego systemu, pechowca. Albo odwrotnie – człowieka sukcesu, który „absolutnie na wszystko zapracował sam”, który swój upór w dążeniu do celu nazywa „pójściem po trupach”. Powiedzenie to u takiej osoby nabiera zupełnie nowego znaczenia niż myślimy. To jest „po trupach” bo ludzie dla niego nie istnieją, bywają tylko środkiem lub przeszkodą do celu, którą należy ominąć lub zlikwidować. Koszmarnie, jeśli musimy to odczytać dosłownie, bo przestępcy są najczęściej kojarzeni z osobowością antyspołeczną.
Leczenie kogoś takiego przebiega z wielkim oporem, bo jest jak w powiedzeniu „nie da się pokonać wroga pod jego nieobecność”. Jeśli ktoś nie czuje, że ma problemy to nie zabierze się za ich rozwiązywanie, nie weźmie odpowiedzialności za „cudze” czyny.

A może są tylko 2 opcje: więzienie lub szpital?
Opcja więzienia wydaje się być ostateczną wersją poskromienia aktów niedostosowania, przemocy dla najgłębiej zaburzonych jednostek. Takich wobec których psychiatrzy, terapeuci rozkładają ręce. Są to osoby o największych skłonnościach do agresji, całkowicie pozbawione skruchy, niezdolne do odczuwania poczuć winy, okrutne i bezkrytyczne wobec tego. Jednocześnie nie biorą żądnej odpowiedzialności za swe czyny, chyba że np. w celu złagodzenia kary. Wtedy sąd i opieka penitencjarna stają się zewnętrznym sumieniem sprawcy, który sam w sobie nie posiada moralnego katalogu.
Szpital może być szansą dla osób, które są zdolne poczuwać się do odpowiedzialności nawet w małym stopniu i przejawiają choć szczątkowe wyrzuty sumienia oraz są skłonne modyfikować postawy.

Co wpływa na głębokość, czy poziom zaburzenia? Dlaczego niektórzy ludzie stają się „potworami”? Czy może tacy się rodzą?
Badania mówią o kilku przyczynach rozwoju osobowości antyspołecznej. Epidemiologia donosi o czynnikach społecznych, genetycznych, kulturowych, a klinicyści uważają, że zawsze mieszanka kilku doprowadza do ukształtowania się tej patologii charakteru.
Bardzo wiele jednostek antyspołecznych pochodzi z biednych, patologicznych środowisk. Nierzadko kończą edukację przed ukończeniem gimnazjum. Następnie oddają się nielegalnej bądź niezalegalizowanej pracy, a legalnie korzystają z pomocy społecznej, czy wykorzystują rodzinę, prowadząc pasożytniczy tryb życia.

Niestety bywa i tak, że jednostka antysocjalna funkcjonuje w społeczeństwie w przebraniu. Ma legalną, przyzwoitą lub nawet bardzo dobrą pracę. Bywa że i rodzinę. I nagle wybucha przerażenie, bo szanowany wychowawca dopuszczał się molestowania, albo też spokojny księgowy zabił przełożonego, czy w końcu matka udusiła dziecko. Potwory czy chorzy ludzie?
Aktów przemocy dokonują ludzie nie wyłącznie dlatego, że są biedni albo źle wyedukowani. Tu największe znaczenie ma fakt, że etiologię i patogenezę tego zaburzenia w jakimś stopniu zawsze warunkują czynniki biologiczne. Wewnątrz specyficznych połączeń nerwowych w obrębie przekaźnictwa impulsów czuciowych, bólowych występują nieprawidłowości. Istnieją deficyty organiczne w obrębie części mózgu odpowiedzialnej za doświadczanie tzw. uczuć wyższych (zdolności do współodczuwania, miłości, przyjaźni, przywiązania, lojalności, altruistycznych postaw itd.). Ilość i jakość nieprawidłowości biologicznych daje predyspozycję, grunt do rozwoju zaburzenia przy niesprzyjających okolicznościach zewnętrznych. Tak jak wirus grypy atakuje, kiedy organizm jest osłabiony, np. przepracowany, a w pracy koleżanka kicha bez ustanku. A wyobraźmy sobie, jak groźna jest grypa u nie w pełni rozwiniętego  wcześniaka!  
To co pada na podatne podłoże w przypadku rozwoju osobowości antysocjalnej to takie właśnie infekujące czynniki, groźne jak nieleczona grypa  dla niemowlęcia, prowadzą do prawdziwego zagrożenia życia. Mowa tu o wczesnych traumach, które zostawiają trwały ślad w psychice, doświadczeniach zaniedbania i przemocy fizycznej oraz psychicznej, maltretowaniu w dzieciństwie, zbyt surowej dyscyplinie, odrzuceniu przez rodzica. To są warunki nie do zniesienia dla kruchej młodej psychiki. Z tym dziecko radzi sobie poprzez taką postawę, w której samo przestaje czuć i odrzucać. Kiedy wydaje się nie mieć znikąd ratunku, nie ma innego wzorca relacji pozostaje stać się odpornym, szorstkim. Tak jak źle pielęgnowana skóra pęka i rogowacieje, tak „pęka” coś wewnątrz źle traktowanej osoby i te pęknięcia bolą dlatego szybko narasta gruba skóra, by unikać kolejnych ran. Im więcej takich doświadczeń, tym trudniej odnaleźć pod tą skórą coś miękkiego, wrażliwego.

Jedna z hipotez mówi, że to płeć i związane z nią stereotypy kulturowe decydują o tym czy u jednostki ze skłonnościami do reakcji nadmiarowych rozwinie się osobowość antyspołeczna. Dla przykładu kultura promująca męskość rozumianą jako brak wrażliwości – „chłopaki nie płaczą” może skłonić nadwrażliwego na bodźce chłopaka do przyjęcia postawy „mam wszystko w d…”, jeśli będzie chciał się dopasować do takiej grupy społecznej, gdzie nie jest tolerowana bezradność, lęk. Co więcej wyrastając w środowisku, gdzie wszyscy tak postępują z czasem uzna, że to z nim było coś nie tak i szybko zapomni, że kiedykolwiek widział, czuł inaczej.
Podobne mechanizmy dotyczą kobiet, także skłonne są dostroić się do oczekiwań. Tylko, że oczekiwania wobec kobiet mogą się różnić i w związku z tym łatwo dać się zwieść. Przykład: miła, drobna kobieta z czarującym uśmiechem przekracza prędkość, a następnie przekonuje, że nie zauważyła znaku. Łatwo jej uwierzyć. Trudniej zauważyć skłonność do ryzyka, łamania prawa i brak dbałości o bezpieczeństwo, czy agresję. Jeśli do tego się rozpłacze niemal mamy pewność, że jest zagubiona, nieszczęśliwie zakochana, a nie wyrachowana.

Jak radzić sobie z manipulacjami osób antyspołecznych, nie dać się nabrać?
Przede wszystkim należy pamiętać, że jednostki antyspołeczne nie mają w sobie zintegrowanego katalogu moralnego, nie uczą się z doświadczenia, bo ciągle unieważniają to co robią  (mogą też mieć deficyty poznawcze). Trzeba mieć bardzo jasne ramy w sobie, żeby nie dać się zwieść. I dużo determinacji w trzymaniu uwagi, rejestrowaniu drobnych nieścisłości, zmian, objawów dopasowywania się do oczekiwań i te rzeczy komentować. Należy uświadamiać osobie antyspołecznej rangę jej czynów, nazywać rzeczy po imieniu, wprost: kłamstwo kłamstwem, oszustwo, manipulacje, unikanie itd. I być przygotowanym na atak, złość oraz nie wzbudzać w sobie czy rodzinie zbyt wiele nadziei na radykalną poprawę. To co po bardzo długim procesie leczenia i wychowywania może być sukcesem to np. możliwość wytworzenia w pacjencie zdolności do powstrzymywania się w różnych sytuacjach, nie reagowania odwetem, siłą. Dopiero później może uda się skłaniać go do zastanowienia, łączenia faktów, pod warunkiem, że  uda się go przekonać, że odsłanianie prawdy, stawianie granic jest lepsze niż fałsz i samowola, że ostatecznie ułatwia życie.


Milena Kuźdub – psychoterapeutka psychoanalityczna, członek nadzwyczajny Polskiego Towarzystwa Psychoterapii Psychoanalitycznej, pracuje z pacjentami dorosłymi  w Oddziale Leczenia Zaburzeń Osobowości i Nerwic w Krakowie oraz w gabinecie prywatnym.
Wróć do spisu treści | Wróć do menu głównego